Znajdź nas na Facebooku

Wiosenne żeglowanie w Chorwacji (kwiecień, 2019)

Bum!

Navigare Yachting rzuca promocję: charter nowiutkiego jachtu za 1000EUR.

Bum!

Trzy szybkie telefony i czteroosobowa załoga skompletowana. Co z tego, że  to początek kwietnia. Wytrzymaliśmy w marcu na morzu północnym, to w Chorwacji o tej samej porze nie powinno być problemu.

Bum!

Telefon do „Charteru”. Tego samego dnia jacht jest nasz na tydzień.

I to nie byle co. Jeanneau 440 z 2018r. Zdobywca prestiżowych nagród m. in: „Best Cruising Monohull 2018” przyznawany przez magazyn Sail, „Europejski Jacht Roku 2018” w kategorii Cruiser czy nagroda magazynu „Cruising World” za największą innowację. Zapowiadało się ciekawie…

Ogromna marina Baotić w Segecie Dolnij pokazuje czym jest jachting w Chorwacji. Biznesem. A ilość zgromadzonego kapitału w przeliczeniu na metr kwadratowy może przytłaczać. Jak udało nam się dowiedzieć,  samo Navigare Yachting ma tam ponad 70 łódek, a nie jest największą firma w tej marinie. Odprawa bardzo szybka, Pan Chorwat chyba poznał, że „my nie turyści” i nie uczył nas pompowania wody z toalety. Pierwsze wrażenia są więc jak najbardziej pozytywne. W sezonie mogą być problemy z parkingiem. Jeśli nie znajdziemy jednak miejsca w marinie to właściciele sąsiednich domów chętnie udostępnią nam kawałek swojego ogródka. Za kilka euro oczywiście.

Wieczorem analiza wiatrów. Pierwsze 3 dni z północy, później flauta i zwrot o 180*. W Czwartek trzeba uważać. Windy świeci na czerwono.

A więc na Hvar. Spokojna żegluga pełnym wiatrem. Sprawdzamy możliwości Sun Odysseya. Dość szybki, chociaż sternik melduje, że w porcie nie składa się zbyt sprawnie. Czyżby to zasługa dwóch płetw sterowych umieszczonych po bokach jachtu? Będzie to przedmiotem częstych dyskusji.

Z Hvaru dalej na Korcule. Spotykamy na kei marinero, który informuje nas, że jesteśmy pierwszym jachtem w tym sezonie. Zawsze miło być w czymś pierwszym. Miasto praktycznie wymarłe pod kątem turystycznym. Pewnie już niedługo…

Wtorek. Idziemy na Vis. Trochę powiewa, ale sporo silnikujemy. To nasz najdłuższy przelot. Od jutra ma się obrócić wiatr i zacząć mocniej wiać. Trzeba uważać. 

Szybki, ale intensywny przelot z Visu do Milnej. Pierwszy raz woda wdziera się na burtę. Urocza miejscowość, nawet 3 mariny do wyboru. Wiatr tężeje. Jutro może być nieciekawie. W załodze bojowe nastoje. Chcą na pełne morze, ku przygodzie, do Rogoźnicy. Do Antonija. Wieczorem wielka kłótnia podsycana wypitym alkoholem. Testosteron wylewa się przez bulaje. Kapitan nie daje się zapędzić w kozi róg. „Idziemy wzdłuż wysp, będzie można się w każdej chwili schować”. W końcu emocje opadają. Buntownicy jeszcze łypią na kapitania spod szklaneczki złym okiem. On jednak wie, że to dobra decyzja. „Co oni tam wiedzą. Chłoptasie w Musto” – myśli pewnie przed snem.

Czwartek. Rano mocno wieje chociaż słonecznie. Wychodzimy z zatoki w Milnej. Na razie nie jest źle. Początkowo celem Split i nawrotka na Solte. Jednak po godzinie  rozwiewa się do stałych 25 węzłów. Mimo pełnego wiatru nie jest łatwo utrzymać się na kursie. W porywach wiatr sięga do 35 węzłów. Na potrójnie zrolowanym foku idziemy 7w. Na sztormiakach Musto już pasy bezpieczeństwa. Kapitan uśmiecha się pod wąsem. Wczoraj głośni, siedzą skuleni pod szprycbudą. Jest decyzja. Wchodzimy do Stomorskiej. Nie ma sensu iść na Split i wracać pod wiatr. Nie ma sensu wchodzić do mariny w Splicie. Nie takiej Chorwacji szukamy. Nie wielkomiejskiej. Solta jest idealna. Za nami wpływają dwie łodzie SARu, później dowiemy się że przyjechali na pogrzeb swojego oficera, który tutaj mieszkał. Bardzo miły marinero. Typ gaduły.  Doradza nam dowiązać drugi muring za śródokręciu. Tak dla pewności. W jedynej czynnej knajpie, jemy chyba najlepszy posiłek tego wyjazdu. Ryba smażona na głębokim oleju. Rachunek wypisany odręcznie na kartce z zeszytu. Wiadomo o co chodzi. Wieczorem wieje coraz mocniej. Każdy w duchu cieszy się z decyzji kapitana, chociaż duma nie pozwala tego przyznać. W nocy wiatr nie pozwala zasnąć. Dobrze być w porcie.

Wywiało się. Spokojny przelot do Trogiru. Baksztag – 8w. A Sun Odyssey ciągnie między 4-5 węzłów na samym foku. Naprawdę szybka łódka. Tankowanie, cumowanie, zdanie łódki. Relaks. Kolejny rejs za nami. Pokrzepia jedynie świadomość, że za 3 tygodnie będziemy znowu w tym samym miejscu. Każdy ze swoją załogą i bezcennym bagażem doświadczeń.

Jeszcze kilka słów o jachcie. Nie bez przyczyny dostał tyle nagród. Naprawdę wygodna i łatwa w obsłudze łódka. Wszystko jesteśmy w stanie zrobić z kokpitu. Kabestany nie są umieszczone na oparciach siedzisk, a praktycznie, w przejściu między kołami sterowymi. To z pewnością dużo bezpieczniejsza opcja. Nie trzeba się wychylać, mniejsze ryzyko wypadnięcia za burtę.

Jednak absolutnie przełomową rzeczą są przejścia za kołami sterowymi umożliwiające wejście na burtę, bez potrzeby skakania przez oparcia siedzisk, co jest upierdliwe zwłaszcza przy rozłożonym bimini. Tutaj wystarczy przejść za kołem i mamy małą rampę, kończącą się na wysokości want. CU-DO-WNE rozwiązanie i wbrew pozorom nie rzutuje na miejsce w kokpicie. Tego jest aż nadto.  Dodatkowo oparcia siedzisk są rozkładana, co pozwala stworzyć dodatkową przestrzeń do relaksu.

Jacht polecamy z czystym sercem. Chorwację początkiem kwietnia również.

Marcin

 

Powrót

Skontaktuj się z nami

Zadzwoń do nas

33 497 10 57
pn - pt 8:00 - 16:00

Godziny otwarcia

poniedziałek - piątek
8:00 - 16:00

Napisz do nas

Zapytanie o czarter

Skorzystaj z formularza zapytania
Kursy motorowodne
ISSA - Federacja Szkół Żeglarskich
STCW
Księgarnia Morska - mapy, locje, przewodniki żeglarskie
Klub żeglarski Halny