Znajdź nas na Facebooku

Szlakiem Odyseusza (Grecja, Morze Jońskie, kwiecień/maj 2019)

Nasyceni chorwackimi atrakcjami postanowiliśmy wiosną 2019 roku zmierzyć się z urokami Morza Jońskiego opisywanego już w starożytności przez Homera, który bohaterem swoich opowieści uczynił Odysa, króla Itaki, przypisując mu wszystkie ludzkie cechy jakimi charakteryzować się miał współczesny mu mieszkaniec wysp jońskich.

Korzystając ze współpracy z biurem charter.pl (serdeczne podziękowania) wynajęliśmy jacht(Bawaria 46) z mariny Lefkas oraz bardzo wygodnego busa i w sobotę 27 kwietnia rozpoczęliśmy naszą jońską przygodę.

Jacht bez żadnych problemów odebraliśmy od przedstawicieli greckiego Armatora Anemos Yachting i mogliśmy włączyć się w grecką fiestę wielkanocną.

W tym roku tak się złożyło że na ostatni weekend kwietnia przypadły prawosławne święta Wielkanocy w związku z czym wieczór sobotni uświetniły sztuczne ognie oraz bicie dzwonów w cerkwiach i kościołach Lefkady. Minusem tego okresu było zamiłowanie Greków do świętowania w związku z czym większość sklepów była zamknięta i tylko wcześniejsze logistyczne przygotowanie zapewniło wystarczające zapasy na jachcie.

W niedzielę w wielkanocnym nastroju opuściliśmy Marinę Lefkas i lekkim baksztagiem skierowaliśmy się na południe pilnując głębokości od boi do boi a po opuszczeniu kanału powoli przeszliśmy na bajdewind delikatnie wzmacniający swoja siłę, pewnie z worka wiatrów Eola, aby dotrzeć wieczorową porą do Vathi na Itace, gdzie spotkaliśmy załogę rejsu organizowanego przez charter.pl (czyli bielszczanie są wszędzie). W zatoce teoretycznie osłoniętej od wiatru Eol nie dał nam spokoju, tylko dobrze rzucona kotwica i mocne cumy umożliwiły kontakt z atrakcjami lądu, ograniczonymi Wielkanocą. Spotkanie z Odysem, Homerem i Penelopą(oczywiście w wersji spiżowej) delikatnie przypomniało że na tych wyspach ludzie zmagali się z przychylnością siły wyższej od niepamiętnych czasów.

Delikatne ciepełko greckiej wiosny wprowadziło w szczególnie dobry nastrój żeńską część załogi która pełną piersią i obiektywami telefonów wchłaniała atrakcje wyspiarskiego świata.

Poniedziałkowy poranek po obfitym greckim śniadaniu kazał oddać cumy,podnieść kotwicę i ruszyć w stronę Zante na wyspie Zakynthos, będącej matecznikiem dla żółwi Caretta. Sięgający 6 stopni Beauforta półwiatr szybko poniósł nas na spotkanie z największym miastem naszego rejsu, czyli stolicą wyspy Zakynthos, świętującą Poniedziałek Wielkanocny w ferii świateł i iluminacji kościołów.

Wtorkowy poranek zawiózł nas na północny kraniec Zakynthos, dziurawy jak ser jaskiniami o seledynowej, rozświetlonej promieniami słońca wodzie. Kolejne mile doprowadziły nas do najbardziej znanego miejsca na wyspie, czyli Ormos Navagio – zatoki wraku, gdzie biały piasek wokół wraku statku porzuconego przez przemytników, wabi do wypoczynku. My pozostaliśmy na obejrzeniu z morza a następnie skierowaliśmy się ku Argostoli na wyspie Kefalonii, ukrytego portu w zatoce który służył za schronienie flotom rzymskim, weneckim, tureckim, francuskim i brytyjskim przez stulecia. Argostoli przywitało nas spokojem przedsezonowego miasteczka prłnego jednak na deptaku Greków korzystających z przedłużonego weekendu bo w kolejnym dniu znowu święto – 1 maja. Dzięki temu że był to dzień handlowy udało się nam uzupełnić zapasy świeżych produktów, a w szczególności warzyw i owoców oraz przepysznej fety i jogurtu będącego podstawą sosu tzatzyki.

Długie, nocne Polaków rozmowy spowodowały że kolejny dzień to pobudka przy dźwiękach międzynarodówki rozchodzących się z biura lokalnej partii robotniczej. Wypływaliśmy w atmosferze pochodu pierwszomajowego, ale chyba greckim bogom się to nie spodobało bo niebo zasnuło się chmurami i deszcz który z nich spadł ograniczył widoczność do 50 metrów. Cała podróż wzdłuż zachodniego wybrzeża Kefalonii upłynęła w deszczu o różnym stopniu natężenia, a łaska Eola rozgoniła chmury na podejściu do Fiskardo, w którym tłum iście wakacyjny jachtów nie dawał nadziei na spokojny postój. Dzięki uprzejmości naszych bielskich kolegów stanęliśmy rufą do ich dzioba i korzystając z tej sytuacji wybraliśmy się na wieczorne zwiedzanie miasteczka.

Kolejny, przedostatni już dzień żeglugi, rozpoczęliśmy wcześnie gdyż jako ostatni z rzucających kotwicę, musieliśmy ją podnieść jako pierwsi aby uniknąć splątania łańcuchów. W ciszy poranka opuściliśmy malownicze Fiskardo i skierowaliśmy się ku Meganisi gdzie kolejny port, Vathi , wabił nas nowością miejsca. Było to jedyne miejsce które mogło się uważać za marinę na tracie naszej wędrówki, z muringami, prądem i wodą, toaletami i bardzo sympatycznym barem, w którym raczyliśmy się lokalnym piwem z mrożonych kufli przy temperaturze powietrza bardzo letniej (ok 30 C). Senna atmosfera miasteczka bardzo nam się udzieliła i nie mieliśmy ochoty na żaden większy wysiłek, a wieczorna wizyta w restauracji zasmakowała delikatną musaką.

Ostatni dzień żeglugi to wizyta na plaży u wejścia do lefkadzkiego kanału, prawie całkiem prywatnej, z której wygonił nas po południu tężejący wiatr. Po żegludze kanałem delikatna przepychanka przy stacji paliw i zacumowaliśmy na swoim miejscu w Marinie Lefkas. Teraz przyszedł czas na zwiedzanie miasta, ostatnie zakupy, kolację kapitańską i klarowanie do wyjazdu.

Przesympatyczna obsługa mariny niestety miała swobodne podejście do czasu, dlatego wyjechaliśmy dopiero około 1100 co spowodowało że zaplanowana wizyta w Meteorach, skończyła się na zewnętrznym spojrzeniu na klasztory, bo zamykane są około godziny 1500. Mimo to w dobrych nastrojach pojechaliśmy na wybrzeże Morza Egejskiego, aby choć z autostrady zobaczyć druga stronę Grecji, i podnóża Olimpu. Wieczorną porą przekroczyliśmy granicę z Macedonią Północną i udaliśmy się na spoczynek w hotelu przy kasynie Senator, niestety nie skorzystaliśmy z możliwości powiększenia majątku i rano, po śniadaniu, udaliśmy się w drogę do Polski. Po cierpliwym oczekiwaniu na granicach z Serbią, jeszcze w niedzielę dotarliśmy w granice naszego kraju, zmęczeni ale szczęśliwi dotarliśmy do domów.

Polecam wszystkim taką wyprawę, przy dobrej współpracy z biurem, sympatycznym podejściu armatora oraz otwartej na wszelkie odmiany losu załodze.

Kapitan – kuk Roman Bielicki

 

Powrót

Skontaktuj się z nami

Zadzwoń do nas

33 497 10 57
pn - pt 8:00 - 16:00

Godziny otwarcia

poniedziałek - piątek
8:00 - 16:00

Napisz do nas

Zapytanie o czarter

Skorzystaj z formularza zapytania
Kursy motorowodne
ISSA - Federacja Szkół Żeglarskich
STCW
Księgarnia Morska - mapy, locje, przewodniki żeglarskie
Klub żeglarski Halny