Znajdź nas na Facebooku

Kwiecień 2007 (Bałtyk)

Rejs Polska-Dania, to był rejs, który spokojnie nazwać można Prawdziwą Przygodą: było plażowanie jak na ciepłych morzach i były śniegi, grad i nieustające sztormy przez kapitana przekornie zwane "szturmami".

Przygoda rozpoczęła się już w Gdyni, gdy to załoga od pierwszych minut musiała wykazać się umiejętnościami "szkoły przetrwania" i sama naprawiała silnik łajby zwanej "Mokotów". Wypłynęliśmy nocą by nie tracić ani minuty, na brzegu pozostali ci co początek wyprawie dali: Kasia i Piotr.

Pierwszy dzień to była "Chorwacja" - morze jak stół płaskie, wiatru zero, błękitne niebo, załoga na pokładzie spała. Z punktu widzenia "wilków morskich" żegluga na silniku proszę ja was to żadna pyszota. U skraju rozpaczy chciano nawet zawinąć do kolejnego polskiego portu, by tam "odprawić modły" przy kuflach piwa do kapryśnego Neptuna. Pokusom lądu nie dali się zwieść Kapitan i Pierwszy - wiatr lekko powiał i ruszono na Bornholm!

"Były fale i bujania, i zaczęły się … " [objawy choroby morskiej] Zabujało nas halsem do Nexo. Spokojnej mieściny, gdzie nocą nawet psy nie szczekały, tylko my i załoga jachtu Scump obwieszczaliśmy "szantowo" wszem i wobec naszą obecność. Po ciężkim poranku i lżejszym już południu zatankowaliśmy "bestię" [dla wtajemniczonych cyt..: "Dlaczego ten pan mówi po polsku?"] i pod pełnymi żaglami wyruszyliśmy na leżącą nieopodal wysepkę Christianso.

Pierwsza burza, pierwszy grad, stalowe morze i slalom jachtem między sieciami rybackimi. Dopłynęliśmy, a burza ustała i wyszło słońce. W jaskrawym świetle błyszczały różnokolorowe mchy i trawy którymi wyspa Christianso jest porośnięta. Mały skrawek ziemi z barwną historią, malowniczymi zabudowaniami i pozostałościami dawnych fortyfikacji, każdego cos wprawiło w zachwyt.

Odpłynęliśmy wieczorem wiedząc, że na morzu już czeka na nas sztorm. Uciekaliśmy burzom, gnani silnym wiatrem, cięliśmy fale. Pod pokładem zbierała się woda, pompa wysiadła, jedzenie ukryte we wnękach uciekło do zenzy, gdzie wraz z morską wodą gotowało się w sosie własnym. Każda wachta przemoczona, wewnątrz jachtu mokro od wody wypływającej z zenzy i od pary z ledwo suszących się ubrań - przenikliwe zimno!

Na pokładzie wichura deszcz i fale wdzierające się do wnętrza jachtu, pod pokładem kołysanie i z trudem utrzymujące się w kojach wachty - śpiące wśród wiszących na sznurkach sztormiaków.

"To było, jak wyprawa po wieloryby!" Dzielna załoga ślązaków doprowadziła łódź do Władysławowa. Tam, dopiero, było wielkie suszenie: ubrania, buty i materace - przemoczone do ostatniej nitki.

Jeszcze wszystko dobrze nie doschło, jeszcze "szturma" nie ustała, a Kapitan i Pierwszy już na morze porwali jacht. Cumy w Helu rzucono i w przemoczonych sztormiakach, w gumowcach i czapach do "Morgana" pognano.

Rano wypłynęliśmy w kierunku Gdyni - kurs bezbłędny. Wielkie porządki i czyszczenie jachtu, lin i żagli etc.Ostatnie fotki na pokładzie i wielkie ściskanie. Teraz czekać nam tylko spotkań po-rejsowych. Na jednym raczej się nie skończy!

Ahoj!

Basia Batko

 

Powrót

Skontaktuj się z nami

Zadzwoń do nas

33 497 10 57
pn - pt 8:00 - 16:00

Godziny otwarcia

poniedziałek - piątek
8:00 - 16:00

Napisz do nas

Zapytanie o czarter

Skorzystaj z formularza zapytania
Kursy motorowodne
ISSA - Federacja Szkół Żeglarskich
STCW
Księgarnia Morska - mapy, locje, przewodniki żeglarskie
Klub żeglarski Halny